
We wczorajszym magazynie Corriere della Sera ukazał się felieton Pietro Calabrese pt. Ratujmy Auschwitz (Salviamo Auschwitz) nawiązujący do apelu premiera Tuska do rządów UE o pomoc finansową dla muzeum.
Felieton jest ciekawy z paru względów. Polskie media już zauważyły, choćby tu, że pojawiło się w nim sformułowanie „polski obóz koncentracyjny” (Konzentrationslager polacco). Jak wiadomo, ten sympatyczny termin pojawia się od paru lat stosunkowo regularnie w światowych mediach. Według mnie, dzieje się tak zarówno z powodów językowych jak w wyniku ignorancji, a czasem też może ze złej woli. Polskie przedstawicielstwa dyplomatyczne zwykle protestują w takich przypadkach i postępują słusznie, bo w sytuacji, gdy wiedza społeczeństw zachodnich o drugiej wojnie światowej jest coraz mniejsza, warto przeciwstawiać się radosnemu przepisywaniu historii przez środki masowego przekazu (ostatnio choćby ukazały się filmy takie Lektor czy Walkiria, które wyraźnie wpisują się w tendencję przedstawiania Niemców jako ofiary czy bohaterów wojny, ale już nie oprawców.)
Oczywiście można się zastanawiać czy Polacy nie są trochę przewrażliwieni w tej sprawie. W omawianym felietonie, zanim pada kontrowersyjny termin, jest przecież mowa o „obozie usytuowanym na terytorium polskim, który był największym obozem koncentracyjnym zbudowanym przez nazistów”. Polityka historyczna ma jednak swoje racje i może rzeczywiście warto reagować zbyt często zamiast czekać aż stanie się to ogólnie akceptowaną konwencją.
Poza tym, felietonista przypomina o ofiarach Auschwitz (gdzie deportowano również sześć tysięcy obywateli włoskich). Ze znanych więźniów wymienia Primo Leviego, Annę Frank, Maksymiliana Kolbe i Elie Diesela (he, he, chodzi oczywiście o tego pajaca i noblistę Wiesela). Wszystko to jest następnie podlane pseudopoetyckim sosem typowego dyskursu pamięci Holokaustu, na przykład takim: „Czemu może dziś służyć pamięć o tym polskim obozie koncentracyjnym? Według mnie, służy ona zachowaniu w sercu całej ludzkości śmiechu dzieci, które tak szybko przestały się śmiać, albo spojrzeń młodych żon, które nim zginęły w komorach gazowych widziały rzeczy, których żadna kobieta nie powinna oglądać”. Felieton kończy się apelem, żeby „każda szanująca się szkoła włoska” została zobowiązana ustawowo (!) do wysyłania raz na rok jednej lub więcej klas na wycieczkę do Auschwitz.
Z praktycznego punktu widzenia, należy się oczywiście cieszyć, że słowa Tuska miały tak szeroki odzew, bo przełoży się to pewnie na fundusze dla muzeum Auschwitz. Poza tym jednak można zauważyć, że choć apel włoskiego felietonisty jest dość kretyński, to potwierdza pewien wyraźny trend, polegający na tym, że Holocaust stopniowo staje się głównym punktem odniesienia dla projektu wspólnej pamięci europejskiej. Największy opór ten projekt napotyka oczywiście w Polsce z powodu polsko-żydowskiej konkurencji ofiar, ale nie ma sensu się w to teraz zagłębiać. Starczy zauważyć, że Polacy są tu raczej na przegranej pozycji.
Ostatnia rzecz, na którą chcę zwrócić uwagę to specyficzny sposób, w jaki w tym kontekście słoneczni Włosi postrzegają Polskę. Autor felietonu chwali się, że odwiedził Polskę dwukrotnie i „widział te smutne drzewa, to szare niebo, i poczuł tę wszechobecną duszną atmosferę, którą wiadomo czemu przypisywać”. Ja tam nie jestem pewien czemu ją przypisywać, ale podejrzewam, że szerokości geograficznej. Oj, Obelix jednak słusznie powiadał, „ Ale głupi ci Rzymianie!”.