poniedziałek, 22 czerwca 2009

Madonna z długą szyją


Byłem dziś znów w Uffizi, które jest chyba najmniej przyjemnym do zwiedzania muzeum we Florencji, a to ze względu na wściekłe i ryczące tłumy. W dodatku, na swoje nieszczęście, stojąc w półkilometrowej kolejce do kas, przypomniałem sobie o pandemii świńskiej grypy. Zdecydowałem więc, że na wszelki wypadek będę unikał intensywnych kontaktów kropelkowych zarówno ze stojącymi przede mną laskami japońskimi jak z laskami amerykańskimi stojącymi za mną. Okazało się niestety, że w kolejce atmosfera była znacznie rzadsza niż w samym muzeum, więc skończyło się na wstrzymywaniu oddechu przez trzy godziny. Wpłynęło to raczej ujemnie na komfort zwiedzania i charakter doznań estetycznych, ale z drugiej strony, dzięki temu spędziłem więcej czasu w mniej okupowanych przez klientów McDonalda salach i miałem czas się przyjrzeć dziełom których nie trzeba zaliczyć obowiązkowo.

Jednym z takich obrazów, choć też zwykle obecnym w przewodnikach, jest Matka Boska z Dzieciątkiem, aniołami i świętym Hieronimem (to ten od "Jak na świętego Hieronima jest śnieg albo go ni ma, to pod koniec listopada pada albo nie pada":) albo inaczej Madonna z długą szyją. Obraz jest jednym z 'najlepszych przykładów włoskiego manieryzmu' i namalowany został około 1535 roku przez Parmigianina. Piszę o tym nim bo w sumie najbardziej utkwił mi w pamięci z dzisiejszego zwiedzania. Jest w nim coś dziwnego, niepokojącego i śmiesznego. Rzuca się w oczy niebezpiecznie długa szyja Maryi, która była podobno atrybutem Matki Boskiej od średniowiecza (hymn maryjny Collum tuum ut colonna, Twoja szyja jak kolumna), a żeby było bardziej wiadomo o co chodzi to artysta walnął jeszcze prawdziwą kolumnę na drugim planie. Okropnie wyciągnięty jest też Jezus. Naruszając w ten sposób proporcje przedstawionych postaci Parmigianino radykalnie zrywał z zasadami renesansowymi. Dziś natomiast taką technikę stosuje się chyba głównie dla przedstawiania potworków w filmach science fiction czy fantasy (E.T, Golum). Wreszcie, w prawdym dolnym rogu obrazu, na prawo od świętego Hieronima, widać stopę świętego Franciszka. Reszty ni ma bo artysta się rozmyślił.

sobota, 20 czerwca 2009

Postęp w supermarkecie





Raduje się moje serce na kolejne postępowe inicjatywy dyrekcji supermarketu Coop, w którym regularnie zaopatruję się w środki żywnościowe. Pierwszy z powyższych plakatów ogłasza za pomocą super dowcipnej gry słów (Mettiamo in luce il risparmio - Rzucamy światło na oszczędności), że supermarket wcześniej niż jest wymagane przez przepisy we Włoszech wycofuje ze sprzedaży tradycyjne żarówki a będzie sprzedawał jedynie te droższe, tak zwane energooszczędne. Nie mam czasu, żeby zagłębiać się w kwestie czy te żarówki są rzeczywiście energooszczędne ( trzeba uwzględnić między innymi kwestię ile energii się zużywa do ich produkcji). Sprawa zasadnicza jest oczywiście taka, że odbiera się ludziom prawo wyboru takich żarówek jakich chcą używać. Jak widać niektórzy starają się być jeszcze głupsi od ustawodawcy i przyspieszyć ten proces. Tak się złożyło, że potrzebowałem żarówek tradycyjnych, z których zamierzam korzystać przez dwa miesiące a nie przez dwa lata i nie chciałem przepłacać. Pojechałem więc do konkurencji i kupiłem co chciałem a przy okazji oczywiście dodatkowo zanieczyściłem środowisko spalinami samochodowymi, he, he.



Drugi piękny plakat (ciekawe ile kosztował druk?) nosi tytuł "Podajemy rękę środowisku" i triumfalnie ogłasza, że supermarket Coop jako pierwszy w słonecznej Italii zastępuje dotychczasowe plastikowe torebki na zakupy torbami (UWAGA HIT SEZONU!) CAŁKOWICIE BIODEGRADOWALNYMI. No to jest prawdziwa bomba, cholernie się cieszę! Lubiłem też co prawda ich stare wytrzymałe torebki, które przez parę lat wykorzystywałem jako torby na śmieci. Te nowe są delikatne i ciężko ich używać na śmieci bo się rozpadają, ale za to kosztują 50% drożej od starych (10 zamiast 5 centów) i autentycznie uratują naszą wspólną Matkę, naszą przepiękna Planetę, nasza Gaję! Tu również nie będę dopytywał ile energii pochłania proces produkcji tych torebek, bo nie jestem przecież jakimś zasmarkanym przeciwnikiem postępu. Po prostu odkąd w supermarkecie dokonała się rewolucja, zakupy ładuję do plecaka, a śmieci wynoszę w absolutnie niebiodegradowalnych czarnych workach na śmieci.


PS Wpis ten dedykuję mojemu najwierniejszemu czytelnikowi, który w niemających oczywiście żadnego znaczenia wyborach do Parlamentu Europejskiego głosował na Partię Zielonych:)